Miron Białoszewski - "Barbara z Haczowa"

tomik: "Obroty rzeczy" (1956) cykl: "Ballady rzeszowskie"

 

-Barbaro z popiołu i srebra...
-Jestem z drewna.
-Barbaro spod szarego gontu...
-Jestem spod błękitu.
-Błękit masz na sukni
jeszcze niedojrzały,
a twój domek
to srebro i popioły.
-To wapienny tynk.
-Tynk?
-To wapienny tynk.

 

-Barbaro z cynobrem u głowy
w sukni opalowej
z płaszczem niebieskawym,
ale jeszcze jesteś
prócz tego, co tynkowali,
z popiołu i srebra dalej...
-A? Uderzają w deski
mojej kapliczki
jabłka.

-Tak, Barbaro,
niby jabłonie,
a jeszcze
kiedy głowę skłonisz...?
-Kiedy głowę skłonię?
Pokrzywy? - bez srebra.
A! łopuchy srebrne
ale tylko
po jednej stronie!
-Po jednej stronie,
bo po drugiej zieleń,
Barbaro.
A popiołu i srebra
na coś chyba zostało?
-...Na kamienie!

-jesteś rozmowna,
Barbaro barokowa.
-Barokowa?
-Tak. Taka ruchliwa
dokoła.
-Prócz tego jestem święta
we wszystkich sukni skrętach.
-Wiem.
-A tam niżej rzeka
za plecami moimi
ucieka
i zawsze jakoś
pozostaje.
-Słyszę.
-A w bok, na wysokościach
siwe drzazgi poukładali
Panu Bogu Haczowskiemu.
-Widzę na wysokościach,
Barbaro przydrożna,
siwy kościół.
-O to to!
Jakem przydrożna,
nie znajdziesz w nim
gwoździa;
są za to
po pierwsze - pajęczyny,
po drugie - kurzu a kurzu,
po trzecie - dwa anioły,
co kopciły świecami,
po czwarte - belki
wedle andrzejowego krzyża
powiązane,
po piąte - same kołki
od sobót po izbicę,
po szóste - pusto,
po siódme - malowidła,
na suficie
na ścianach,
nad drzwiami czarni Żydzi
(Pan Jezus ze świątyni wygania)
i wszystko z drewna,
jakem drewniana,
i mówię ci...

Mówiła, długo mówiła
od tego kościoła na ustach
czerwonych - siwa.

Pamiętam - oczy malowane
mrużą się jeszcze:
-Belki od wschodu patrzą twarzami,
ale twarze wyjadł deszcz... -
mówiła długo
wszystko, co słyszała
moja znajoma z Haczowa
pod kościołem napotkana
świątkowa łopianowa...