Dnia 16 czerwca odbyło się kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki działającego, przy Gminnej Bibliotece Publicznej w Haczowie. Pragnę nadmienić, że dołączyły do nas dwie panie, chętne do dzielenia się swoją pasją czytania. To miłe wydarzenie zwłaszcza, że człowiek, istota społeczna, tylko wtedy może cieszyć się pełnią życia, tworzyć, pracować i dawać, jeżeli obok niego jest drugi człowiek. Brzmi to może zbyt patetycznie, ale czy tak nie jest w istocie? Chociaż nie lubimy przyznawać się do słabości, zwłaszcza w sytuacji, gdy dokucza nam samotność, co jest naturalne i zrozumiałe, to jednak z tego powodu najczęściej narażeni jesteśmy na krytykę, fałszywe współczucie i brak zrozumienia. W takiej chwili pytamy siebie samych, kto dał innym prawo do tego, aby wyznaczać nam granice odczuwania bólu i nagromadzonego w nas buntu? Na potwierdzenie faktu, że człowiek, który stracił kogoś bliskiego, oddanego i kochanego, ma prawo do opłakiwania straty na swój jedyny sposób, posłużę się wybranym cytatem z nowo omawianej książki: Naoczny świadek tragicznego zdarzenia w chwili rozpaczy wypowiada słowa:, „gdy ktoś umiera robi się zaćmienie” innym razem zaś zadaje sobie pytanie „Czy słuchanie własnego strachu jest tożsame z tchórzostwem? Oraz Czy tchórzostwem jest radość z tego, że żyjemy?”

Przyznaję, że te pytania, zadane w oderwaniu od fabuły powieści mogą zaskakiwać i brzmieć  groteskowo, ale gdy sięgniecie po lekturę, wyrobicie sobie własne zdanie i nie koniecznie zgodzicie się  z naszym punktem widzenia. My osiągnęłyśmy porozumienie prawie w stu procentach, ale jak to mówią prawie stanowi pewną różnicę.

Ktoś słusznie zauważył, że zadawanie pytań zmusza człowieka do myślenia. Więc idąc tym tropem, podjęłyśmy dyskusję na temat książki pt. „ Złodziejka książek.” Autorem tejże powieści jest Markus Zusak, pisarz australijsko-niemiecki. Ten światowy bestseller, został przełożony na kilkanaście języków i doczekał się licznych nagród i wyróżnień. Kilka pań wspomniało, że obejrzały film, zrealizowany na podstawie omawianej książki i przyznały, że są zachwycone, szczególnie doborem obsady aktorskiej i wiernie odtworzonymi wydarzeniami.  Tym niemniej chętnie wracały do śledzenia losów ludzi, uwikłanych w sidła totalitaryzmu i wszystkiego, co się z nim wiąże. Owszem ktoś powie dość już tematu wojen, holokaustu, nazizmu, terroru, ludzkich tragedii. Przecież my już na ten temat wiemy wszystko, albo prawie wszystko i nie chcemy do tego wracać. To już jest stare i nudne. Ale jak to zwykle bywa w trakcie takich polemik, wywiązują  się różne tematy oboczne, powiązane z  wątkiem zasadniczym. Jedna z pań przywołała na pamięć nasze polskie utwory literackie, traktujące o podobnych problemach egzystencjalnych. Są to: Granica i Medaliony Z. Nałkowskiej, Opowiadania T. Borowskiego, Początek A. Szczypiorskiego, Zdążyć przed panem Bogiem H. Krall i wiele innych. Nasuwa się wniosek, że problem niezawinionego cierpienia pozostaje wciąż nieodgadniony. Jak echo brzmią słowa wieszcza narodowego wypowiedziane w słynnym narodowym dramacie:, "Kto nie doznał goryczy ni razu ten nie dozna słodyczy w niebie.”

Wracając  do zasadniczego wątku powieści wspomnę tylko, że Liesel Meminger tytułowa złodziejka książek, to mała dziewczynka, którą matka oddaje na wychowanie obcej rodzinie, ponieważ pozostając osobą samotną, nie  jest w stanie zapewnić jej godnego życia.  Liesel pomimo  lęku i niepewności o dalsze jutro, odnajduje w nowej rodzinie miłość i  bezpieczeństwo. Nagła zmiana otoczenia, głód, strach wywołany widokiem śmierci, nie odbierają jej radości życia. Cieszą ją zabawy z rówieśnikami, wspólne wyprawy, tajemnice, tęsknoty oraz pierwsze dziewczęce zauroczenia.

W czasie, gdy książki płoną na nazistowskich stosach Liesel kradnie kilka  przypadkowo znalezionych egzemplarzy. Pierwszą wykradzioną książką jest podręcznik grabarza, który  zdobywa w tragicznych dla niej okolicznościach. Upragnionych lekcji nauki czytania udziela jej przybrany ojciec, który wykazuje się dużym spokojem, empatią i dziecięcą wprost ufnością. Magia liter, jak również moc wypowiadanych słów zachwyca ją tak bardzo, że pochłania lekturę jednym tchem. Narratorem omawianej powieści jest śmierć, która prowadzi nieustanny dialog z życiem.  Widok śmierci tej z pierwszych stron okładki oraz jej wyczuwalny oddech, ku zdziwieniu wielu, nie wzbudza w nas smutnych skojarzeń.  Jedna z pań śmiało powiedziała, że po przeczytaniu tej książki polubiła śmierć. Chociaż dla niektórych brzmi to zapewne kuriozalnie, dla innych może stanowić powód do głębszej refleksji i przemyśleń. W trakcie dyskusji padły znamienne słowa, a mianowicie, że każda walka, niekoniecznie zbrojna, również ta słowna, toczona w przestrzeni publicznej, jest niejednokrotnie także igraniem z czyimś lub własnym życiem.

Książka pomimo smutnych relacji nie nuży czytelnika, ale wręcz zachęca do czytania. Jest bardzo ciekawie i nowatorsko skonstruowana. Napisana przepięknym językiem, przeplatanym poetyckimi porównaniami o silnym natężeniu emocjonalnym. Sugestywnie oddaje ukryte emocje, a najciekawsze jest to, że autor wydobywa z każdej przedstawionej postaci to, co w człowieku najpiękniejsze. To właśnie taki styl pisania i wydobycie tak pięknych osobowości sprawia, że czytelnikowi udziela się pogodny nastrój. Domieszkę refleksji i nostalgii odbiera się w tym utworze, jako niezbywalną szczyptę liryzmu. Kolory dnia codziennego tańczą  w rytm wskazówek zegara poruszanych przez śmierć. Szarość splata się z bielą, czerń z czerwienią, a gdzieś w tle pozostaje droga żółtych gwiazd. Jest to ulica, na której mieszkają  Żydzi. Na uwagę zasługuje również fakt, że pierwsza książka zdobyta przez tytułową bohaterkę była wykradziona ze śniegu, a druga z ognia. Nasuwa się tutaj skojarzenie , że  autor chciał  za wszelką cenę wydobyć z natury ludzkiej jak najwięcej światła. Kiedy w pewnym momencie dyskusji, będąc pod wpływem pozytywnych emocji powiedziałam do koleżanek cieszmy się, ponieważ żyjemy w pięknych czasach, posypały się salwy śmiechu i słowa sprzeciwu. Zastanawiam się, dlaczego? Przyjmijmy, że sprawiła to różnica międzypokoleniowa. Mam tylko nadzieję, że to nie przytoczony przeze mnie cytat wywołał taką reakcję: „Okazja czyni złodzieja, ryzyko skłania jeszcze do większego ryzyka, chęć życia budzi do życia, a zadawanie śmierci powoduje coraz więcej śmierci.”

Jeden z czołowych, polskich filozofów, Zygmunt Bauman, skąd inąd bardzo krytykowany w swoich przekonaniach i opiniach, uważa, że tylko aktywne połączenie działania z celem może sprawić, że współczesna kultura nie sparcieje na tyle, aby odebrać nam radość życia.

Zbliża się czas wakacji, a więc uśmiechnij się  jutro będzie lepiej.

Grażyna Serafin